Krakowski Alarm Smogowy słusznie zwrócił ostatnio uwagę na problem niefrasobliwości urzędniczej przy określaniu stopnia zagrożenia smogowego. Określenia typu stan umiarkowany, bądź –dostateczny w przypadku, gdy norma dobowa szkodliwego dla zdrowia pyłu PM10 została przekroczona blisko 3-krotnie, wydaje się dużą lekkomyślnością.

Norma dobowa dla pyłu PM10 wynosi 50µg/m3. Urzędnicy mogliby ogłosić alarm smogowy, gdy dobowe stężenie przekracza w Krakowie 200µg/m3, a robią to dopiero przy 300µg/m3. Nie robią tego, bo takie wytyczne narzuca Główny Inspektorat Środowiska. W Paryżu na alarm bije się już przy 80µg/m3, a nasi specjaliści nie nazywają wówczas powietrza nawet złym.

Czy Polacy mają inne płuca niż Francuzi? Zamiast czekać na opamiętanie się urzędników środowiskowych, sami sprawdzajmy jakość powietrza w najbliższej okolicy. Do tego służy platforma Airly.eu. Celem inicjatywy jest pokrycie Polski możliwie gęstą siecią sensorów, które odczytują w czasie rzeczywistym serię parametrów powietrza, w tym pyłów PM1, PM2,5 oraz PM10.

Niektóre miasta, np. Kraków z gęstą siecią urządzeń pomiarowych, zapewniają mieszkańcom stały dostęp do informacji o czynnikach, które mają bezpośredni wpływ na ich zdrowie. Ciągle jednak jeszcze wiele miejscowości jest całkowicie pozbawionych dostępu do aktualnych danych o stanie powietrza. Warto przekonywać samorządy, aby włączyły się do akcji #Polska Oddycha i wyposażyły się w urządzenia pomiarowe. Mieszkańcy zasługują na to by wiedzieć, co im zagraża.


(źródło: airly.eu/map)